Aby naprawdę przetrwać w więzieniu, musisz porzucić wszelką nadzieję i zaakceptować swoją sytuację.
Akceptacja i beznadziejność są bliskimi kuzynami. Oba są niezbędne do przetrwania w więzieniu, jedno bez drugiego nie wystarczy. Mężczyzna może akceptować swój los, ale wciąż tli się w nim płonący żar nadziei, że jego fortuna się odwróci. Na zawsze będzie turystą żyjącym wśród miejscowych, uwięzionym w niekończących się koszmarach wakacyjnych. Inny mężczyzna mógł zgasić ten żar nadziei, ale jeszcze nie zaakceptował swojego losu; że jest więźniem, podopiecznym państwa, człowiekiem bez woli czy autonomii. On również jest turystą, ale innego rodzaju. Na zawsze skazany na to, by być koniem, który nigdy nie łamie, ale zawsze jest siodłany i jeżdżony, łososiem świadomym nieustannego płynięcia pod prąd, ale nigdy niezdolnym do odpoczynku.
Obaj mężczyźni są torturowani, pierwszy mężczyzna pogodził się ze swoim losem, ale w nieskończoność ma nadzieję, że jego cud nadejdzie. Jego stan sprawia, że jest jak drzewo, które nie może zapuścić korzeni. Wierzy, że w każdej chwili jego czas nadejdzie zbawca się pojawi cud się wydarzy i jego koszmar się skończy. Drugi mężczyzna wie, że nikt mu nie pomoże, nie ma zbawcy, wie, że odsiedzi każdą sekundę swojego wyroku, ale każdy dzień będzie torturą, każdy dzień gorszy od poprzedniego, ponieważ w jego umyśle jest wciąż jednostką, a nie numerem. To okrutne życie być jedyną jednostką. Oczywiście możliwe jest, aby być oboma tymi mężczyznami w dowolnym dniu.
Dla mnie, w większości jestem pierwszym człowiekiem. Akceptuję swój obecny stan, akceptuję, że moja autonomia została mi odebrana. Akceptuję, że na razie jestem więźniem, ale wciąż mam nadzieję, że ta wspaniała krzywda zostanie naprawiona. Czasami jestem drugim człowiekiem, kiedy moja nadzieja gaśnie i tracę wiarę, że ta krzywda zostanie naprawiona, a każda cząstka mojego istnienia brzydzi się myślą, że nie jestem już człowiekiem, lecz więźniem.
Oczywiście jest trzeci człowiek człowiek, który kwitnie w więzieniu. Nie ma nadziei, być może nigdy jej nie miał, być może nawet nie zna tego uczucia. Ten człowiek całkowicie akceptuje - a nawet cieszy się - brakiem autonomii. Człowiek zinstytucjonalizowany. Wszystkie potrzeby - jedzenie, schronienie, opieka zdrowotna, społeczne, cel - wszystko załatwione za niego. Zapuszcza korzenie i rośnie, zahamowany i starannie przycinany, jak drzewko bonsai. Jego jedynym lękiem jest lęk przed nadchodzącym zwolnieniem.
Mam nadzieję, że nigdy nie będę tym trzecim człowiekiem, mam nadzieję, że na zawsze będę turystą tutaj wśród tubylców, nieokiełznanym dzikim koniem, łososiem płynącym pod prąd. Może nawet tygrysem magika, który wiernie występuje na polecenie magika, aż pewnego dnia zdecyduje, że jest tygrysem, a nie kotem, i rozszarpie magikowi gardło na żywo na scenie. Akceptacja i beznadziejność, dwóch kuzynów, których mam nadzieję nigdy nie spotkam.
188