Dwa dni temu wróciłem do Australii na kolację z dawnymi przyjaciółmi. Była tam siostra, która sprzedaje miliard australijskich wołowin rocznie, oraz brat z Dubaju, który przybył do Australii z paszportem kambodżańskim. Siostra powiedziała: - Rynek zmienia się zbyt szybko, czuję się bardzo zestresowana. Era globalizacji się kończy, wojna handlowa się zaczyna, obawiam się, że pewnego dnia nie będę miała pracy. - Uczyłam się od nauczyciela, jak inwestować w amerykański rynek akcji, ale narracja, logika i historie w raportach amerykańskich akcji są dla mnie całkowicie niezrozumiałe (siostra ma tytuł magistra), więc zmieniłam plany i zaczęłam zajmować się towarami. - Teraz wzrost biznesu jest w Azji Południowo-Wschodniej, w przyszłym tygodniu mam jechać z rządem Australii do Phnom Penh, ale boję się, że zostanę porwana. - Jak pakować homary, jestem gotowa wydać pieniądze. Brat z Dubaju: - Wyjaśnił siostrze, jak przez nauczyciela inwestycyjnego robić rekomendacje akcji, aby pomóc spekulantom w sprzedaży i zbieraniu zysków, i ostrzegł ją przed ryzykiem. - Już korzysta z homarów, głównie do odpowiadania na maile. Dzieli odbiorców maili na trzy kategorie: pracowników, których chce skarcić, relacje, w których musi być uprzejma, oraz sponsorów, których chce zadowolić. - Kambodża jest związana z parkiem, ale to nie problem, my ją uratujemy. Moi inteligentni czytelnicy, co wy z tej rozmowy wyciągnęliście?